Plan naprawczy siebie



Hej.

Bardzo często w historiach, które dostaje od Was, zarówno tych tragicznych, jak i z życia codziennego, z którego wynikają liczne nieporozumienia, żale i myśli o zakończeniu związku, wyłania się jeden, bardzo podobny problem.
Brak wiary w siebie, brak samoakceptacji.
Tak jak mówiłam wiele razy, nie jestem psychologiem, mogę jedynie bazować na doświadczeniach swoich, otaczających mnie ludzi i książkach.

Dlaczego zaznaczam to już na wstępie?

Jeśli chcecie, możecie wyciągnąć z tego tekstu coś dla siebie, jeśli się z nim nie zgadzacie, chętnie przeczytam Wasze opinie na jego temat.
Człowiek uczy się całe życie:)

Moim zdaniem problem kobiet, które zaniżają własną wartość zaczyna się gdzieś w dzieciństwie. Nie mówię tu o skrajnych przypadkach typu alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna, ponieważ to oczywiste i osoba taka, powinna swój problem przepracować z doświadczoną osobą, bo będzie na niej ciążył do końca życia, a koło nigdy nie przestanie się toczyć. Bardziej myślę tu o osobach niedocenianych. O takich, którym rodzice stawiali za wzór ładniejszą i mądrzejszą siostrę, której choćbyście stawali na uszach, w oczach waszych rodziców nie dorównacie. Chodzi mi też o pierwsze miłości, które Was wyśmiały i poniżyły. Myślę o rodzicach, którzy chcieli przeżyć swoje życie jeszcze raz, wybierając za dziecko drogę rozwoju i jego rękami odbudować swoje zaprzepaszczone marzenia, w konsekwencji, czego dziecko traktuje dodatkowe zajęcia, jako przykry obowiązek i nie jest w stanie czerpać satysfakcji z narzuconego z góry planu dnia. A to jak wiadomo, prowadzi do złości rodziców.
To takie drobnostki, które zaczynają rzutować na Wasz wizerunek.
Jestem tym gorszym.
Na pewno mi się nie uda.
Co powiedzą rodzice.

Znajome?
Jeśli tak, czytaj dalej.



Dziecko dorasta, zaczyna się buntować. Staje się nastolatką, zbuntowaną, rządną przygód i uczenia się na własnych błędach młodą kobietką. Za wszelką cenę chce być kochana i akceptowana. Zrobi dla odrobiny uwagi wszystko. A do tego myśli, że udowodni wszystkim i sobie, że może wszystko, że życie, o którym marzy jest w zasięgu ręki, że wyrwie się z domu i jeszcze wszystkim pokarze. Teraz nasz bohaterka jest trochę zagubiona i rozdarta, między życiem, o jakim marzy, między kierunkiem studiów, które podpowiada je rozsądek i otoczenie, a życiem, które ją wzywa. Życiem, do jakiego tęskni jej serce i dusza, chociaż ciągle słyszy, że ta jej dusza jest jeszcze młoda i głupia, że jeszcze wiele musi się nauczyć. To wszystko się zmieni, na pewno! Niech tylko pojawi się osoba, która obdarzy ją uczuciem, ona wskaże odpowiednią drogę, ta osoba będzie zagubioną połówką pomarańczy, kompasem.

Poznajemy się trochę w tej nastolatce?

Nareszcie.
Jest.
Ktoś się pojawił.
Nasza nastolatka staje się kobietą ze stadem wściekłych motyli w brzuchu i chaosem w głowie. Troszeczkę zaczyna o sobie zapominać, bo te jego piękne oczy…ten cudowny głos…te gesty…ten dotyk. On tak ją kocha, szaleje za nią, świata po za nią nie widzi. Rodzice się mylili, wszyscy się mylili!
- Jestem coś warta, ktoś mnie kocha, słucha mnie i rozumie, może robi się trochę zazdrosny i zaborczy, ale to takie słodkie. Jestem jego oczkiem w głowie. Cudowne… Właściwie to, nie widzi niczego złego w ograniczeniu kontaktów z koleżankami, bo z kolegami to chyba jasna sprawa, że nie ma mowy. Przecież jest taki słodki i chce ją tylko dla siebie. I nagle, któregoś dnia, on się oświadcza. Może było czasem źle, może trochę pił, może wolał kolegów, kiedy ona czekała na niego, czasem powiedział jej kilka przykrych słów, ale to wszystko teraz się zmieni. Po ślubie będzie już cudownie. Cukierkowo. Różowo.

Czytasz dalej? 

Jesteście już po ślubie, goście się rozeszli, sukienka wisi w szafie, zdjęcia są w albumie. Nawet obejrzałaś już film z wesela. Postanowiliście wprowadzić się na chwile do jego rodziców, żeby zaoszczędzić na wspólne mieszkanie. Czasy są ciężkie, tak będzie lepiej. Teściowa trochę się niby wtrąca, ale przecież, czego nie zniesiesz dla miłości i chęci posiadania wymarzonej rodziny prawda? A właściwie gdzie Twój okres? Chyba powinien być już jakiś czas temu? Lecisz szybko do apteki, żeby nasikać na magiczny patyczek, który prawdę Ci powie. Jest! Dwie kreski! Teraz będzie już tylko lepiej. On zakocha się w tej małej słodkiej istotce bez pamięci, zatopi się w jej małych oczkach, kiedy weźmie ją w ramiona zrozumie wszystko. Tym czasem jego reakcja, trochę odbiega od scenariusza, który układałaś sobie w głowie, strojąc miny przed lustrem w łazience. Mówi, coś w stylu:
- o kurwa naprawdę? Cudownie…jakoś sobie poradzimy…..Muszę powiedzieć kumplom. Wrócę za godzinę.Wraca rano nawalony jak wór. To z radości przecież.
Może przeskoczymy trochę okres ciąży, kiedy biegałaś na wizyty do lekarza i on nawet raz z Tobą poszedł. Może i poród omińmy, będzie mniej krwawo.
Jesteście już w domu z maleństwem. Mija 3 dni. Wkracza teściowa:
- Och zaprosiłam wujka Zenka i ciocie Krysie. Bacie Halinę i kuzyna Sebastiana, żeby zobaczyli tego cudownego maluszka. Och babcia tak kocha, tylko wiesz, nie chce się wtrącać, ale źle go przykładasz do piersi. A gdzie są jego skarpetunie? Szybko, bo się przeziębi, gdzie są skarpetunie!!!
O już są! Tędy! Zobaczcie naszego nowego synka. Daj go potrzymać babci Halince. Wujek też chce? Och proszę…kawki, herbatki?
Nie, to nie jest jego pora na spanie, przecież ma całe życie na spanie, śmiało zostańcie jeszcze.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
A gdzie Twój ukochany mąż? A tam stoi. Przy futrynie i obserwuje wszystko z uśmiechem na ustach, bo przecież, o co się wkurzasz? O co Ci właściwie chodzi?

Nie poddajesz się nadal prawda? I tak będziesz cudowną żoną i matką, pokarzesz mu jak wiele ma dzięki Wam. Przestanie w końcu wychodzić na te durne mecze, przestanie wracać nadąsany z pracy. Twoja miłość go zbawi. Jednak nic takiego się nie dzieje. Przewińmy znowu do przodu, bo nic się nie zmienia. Dochodzisz do wniosku, że to Twoja wina, bo może faktycznie trochę się zaniedbałaś. Może te dresy naprawdę wyglądają jak wór po ziemniakach? Musisz się szybko za siebie brać, bo znajdzie inną, młodszą i ładniejszą. Tylko, żeby Ci wystarczyło czasu na ugotowanie obiadu, żebyś się wyrobiła między praniem, sprzątaniem, gotowaniem a słuchaniem wywodów teściowej, że trochę mało się starasz. Wszystko to dla niego zniesiesz. Nawet to, że jego zdaniem nic nie robisz całe dnie. On przecież nie będzie całe życie wychodził do kolegów jak małolat, zmieni się dla dzieci, będzie dla nich wzorem. Wszystko mu wybaczysz, nawet to, że kilka razy, kiedy już nie miałaś siły milczeć nazwał Cię szmatą i pchnął trochę za mocno.

Ten tekst jest dosyć długi.
Nadal tu jesteś? Bo jeszcze trochę się rozpiszę.

Właściwie to już wszystko Ci jedno. On nie widzi Twoich starań, trochę może i było lepiej, ale Twoje marzenia nadal się nie spełniają. A mówili, że jak schudniesz i ujędrnisz brzuch będzie magicznie. On oszaleje. Tym czasem dupa. Masz ochotę wrzucić w siebie dwa kilo czekolady, osiem paczek żelek, a na dobitkę wchłonąć pizzę z podwójnym serem. I zalać winem. Jakoś trzeba zapełnić tą cholerną pustkę. Coś Ci się od życia należy. Może to czas, aby wrócić na studia, które rzuciłaś, gdy zaszłaś w ciąże 4 lata temu? Może czas wrócić do pracy? Może tam kogoś poznasz? Kogoś, kto nareszcie odmieni Twoje życie, doceni i będzie tym cholernym kompasem, chociaż mchem na drzewie?
Postanowione.
Twój mąż to palant, idziesz do ludzi. On ma oczywiście obiekcje, ale już postanowiłaś.
W pracy łapiesz trochę oddechu, pijesz kawę z dorosłymi ludźmi, którzy mają podobne problemy do Ciebie, planują wakacje, przeglądają sieć w poszukiwaniu nowej kanapy. Nareszcie nie zmieniasz całe dnie pieluch, nie wycierasz nosków i nie słuchasz, że tata jest fajniejszy, bo nie każe sprzątać zabawek i myć zębów. Godzina powrotu do domu, wcale nie wydaje Ci się taka radosna, jak innym ludziom. Właściwie może mogłabyś się tu przespać?
I nagle bach!
Jest on…Co się z Tobą dzieje kobieto?! On jest taki przystojny, tak Cie słucha, wspiera w Twoich planach, obojętnie jakich, ale wspiera. Jesteś jego powiem świeżości w życiu, nie to co ta jego zgrzybiała żona. Właściwie to są już w separacji, są ze sobą tylko dla dzieci. On tak bardzo je kocha, nie wyobraża sobie życia bez nich, ale bez Ciebie też nie potrafi. Kiedyś zamieszkacie razem, ale kiedyś…teraz to nie jest dobry moment. Z wypiekami na twarzy myślisz, że to właśnie on wybawi Cię od problemów, bo czyta Ci w myślach, nauczy jak żyć.
On jednak odchodzi…wybrał dzieci i zgrzybiałą żonę…jesteś do bani. Nawet i on Cię nie chce.
Może drugie dziecko naprawi sytuacje? Może wtedy zajmiesz się już rodziną i poświęcisz jej bez reszty?

Stooooop!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Teraz proszę Cię o jedno.
Usiądź, oddychaj, zamknij oczy. Przypomnij sobie to małe dziecko z początku opowiadania, które płacze gdzieś w zakamarkach Twojej pamięci, którego nikt nie docenia. Idź do niego. Weź je za rękę i wyprowadź z tego kąta. Przytul. Powiedz jak bardzo je kochasz, że jest ważne , mądre. Dbaj o nie. Zastanówcie się razem, co ono chce dostać od życia, jakie są jego marzenia? Może chciało malować? Być muzykiem? Zostać archeologiem i odgrzebywać kości na drugim końcu świata? Nie rozmawiajcie o tym, jakiego chce mieć partnera. Rozmawiajcie o tym, co sprawia mu radość.
Za jakiś czas porozmawiajcie o tym, jaką osobą chce się stać. Zastanówcie się nad wyznaczeniem granic, których absolutnie nikt nie może przekroczyć.

Teraz mówię do Ciebie.
Nikt nie może mówić Ci, że jesteś głupia, słaba, nic nie warta. Jeśli ktoś zaczyna Cię poniżać to musisz wiedzieć, że ta osoba karmi się Twoją negatywną energią, strachem, brakiem wiary w siebie, bo wtedy czuje się panem sytuacji. Wie, że ma nad Tobą władzę i jest to dla niego wygodne i w sadystyczny sposób podniecające. A Ty go bronisz, bo wierzysz, że Twoja miłość przeniesie góry, że on w głębi serca jest dobrym człowiekiem, że warto żyć dla tego przepraszania po awanturze. Wtedy pojawia się mężczyzna, którego kiedyś pokochałaś.
Po pierwsze, jak już nie raz czytałaś, nikt nie spełni twoich marzeń za Ciebie. Żaden facet, (owszem bywają wyjątki, ale w zdrowych związkach, gdzie kobieta trochę się zagubiła), nie da Ci recepty na to jak żyć. Jeśli już na początku, nie ustalicie wspólnych priorytetów, nie masz co liczyć, że on będzie czytał Ci w myślach, a zwłaszcza tych do końca niesprecyzowanych. Nie możesz nigdy zapominać o sobie i własnym szczęściu dla męża i dzieci. Dzieci kiedyś odejdą, założą rodziny, a co z Tobą? Mówią, że mężczyźni to zdobywcy. Owszem, ciepły obiad nie zabije jego instynktu myśliwego, ale odrobina adrenaliny nie zaszkodzi. Niech się zastanawia dla kogo tak o siebie dbasz, niech nie będzie do końca pewny, że ma Cię na własność i już nie musi się starać. Nie musi wariować z zazdrości, ale niech docenia jaką fajną babkę ma w domu. Taką z którą można pogadać, pośmiać się, która ma swoje życie, a nie przylgnęła do niego jak lep, który go osaczył. Jeśli facet chce Cie, zdradzić zrobi to. Obojętnie jak mocno będziesz go kontrolowała i jak bardzo się starała. Nie od dzisiaj wiadomo, że kotka można zagłaskać na śmierć, a mięso trzymane w cieple szybko gnije :)
Jeśli podejmiesz tą próbę i nie zadziała…odejdziesz jako silna, piękna kobieta, a nie jak przejechana przez pług żaba. I jeszcze o coś Cię proszę, skoro już dotrwałaś do końca. Nie szukaj kogoś na boku, tylko po to, żeby było Ci łatwiej odejść. Bo możesz napotkać kochanka, który liczy na to samo, co Ty. Gotową receptę na kiepskie życie. Jeśli wyjdziesz ze związku z podniesioną głową, możesz zacząć szukać mężczyzny o jakim marzysz, jeśli już jest on Ci niezbędny do życia. Będziesz wiedziała czego oczekujesz a czego unikać i przed czym uciekać. Nie czepiaj się faceta jak huba pnia. Bo bez pnia zaczniesz umierać.
Tak jak mówiłam, to tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia.







 


Komentarze

  1. O jaaaa! Tekst świetny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pochłonęłam na raz, bardzo dobry tekst i tak bardzo się z nim zgadzam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodałabym jeszcze coś od siebie. Kobiety w naszym społeczeństwie wciąż (chociaż już mniej) są wychowywane przez matki, które właśnie w taki sposób uczą żyć. Żeby przeczekać, że będzie lepiej, ze on się zmieni, że zmęczony. A jak taka kobieta chce odejść, to mamusia rzuca CO LUDZIE POWIEDZĄ.
    Jesteśmy niewolnikami tego, co pomyślą o nas inni. Oczekujemy aprobaty innych. Zapominamy, że nasze szczęście leży na naszych barkach i tylko my o nim decydujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak slysze CO LUDZIE POWIEDZA to mnie skreca...znam to.

      Usuń
    2. Zupełnie jak moja teściowa 'mój stary też taki był, najlepiej się nie odzywać, on się sam zmieni, dorośnie...' dorośnie??!! Jeśli 30letni chłop jeszcze nie dorósł i do tej pory się nie ogarnął mając żonę i dziecko, wybierając kumpli i zasypianie na drugi dzień do pracy w której pracuje zaledwie 9 dni... nie ma co się oszukiwać, nie dorośnie.

      Usuń
  4. Tak, tekst najlepiej się nie odzywać znam dobrze

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, tekst najlepiej się nie odzywać znam dobrze

    OdpowiedzUsuń
  6. Baa... nosił mnie na rękach:) Po kilku dniach od ślubu... wyszło szydło z worka. Rozmowy, prośby, informowanie: "Twoje słowa ranią mnie... Zadajesz mi ból swoim zachowaniem... Nie mów/postępuj tak, ponieważ to sprawia, że oddalam się od ciebie..." na nic się zdały. Postanowiłam... odejść. Tak więc rozpoczęłam/rozpętałam proces odchodzenia. Zajęło mi to kilka lat (wiadomo, dziecko powinno mieć ojca - myślałam, może się zmieni?!), ale warto było! Święty spokój jest bezcenny. Życie w pewności, że dziś jest ten dzień, gdzie nikt ci nie ubliży, że nie będziesz musiała znosić niczyich humorów, że facet, który się z tobą kochał, dotykał cię, pieścił po raz kolejny wieczorem przekroczy próg mieszkania naburmuszony, by "wziąć cię od tyłu" w nocy, że nie usłyszysz już: Qrwa! i znów pomidorowa/rosół?! Przecież stać nas na wszystko! (mi tam zawsze smakowały; poza tym podtrzymanie tradycji i w ogóle), że będziesz mogła moczyć się w wannie, stawiając wcześniej laptop z interesującym filmem na pralce i oglądając seans, w wodzie, :) Moje: "Kiedyś od ciebie odejdę" ziściło się. Poza tym... jako kobieta wolna mogę bez lęku i do woli spoglądać na przystojnych mężczyzn i fantazjować jak by było, gdyby było. To nic, że jestem nadal sama, bo pewnie jeszcze nie wyzbyłam się lęku, że z następnym powtórzy się scenariusz dnia codziennego i.. nocy. To nic, że jestem nadal sama, bo nie spotkałam faceta, w rozmowie z którym ugięły by mi się nogi, miałabym mdłości i wilgotne majtki (o ile w ogóle miałabym je na sobie). Pozdrawiam Kobiety, te zamężne, wolne i te niezdecydowane... kobieta1969wawa

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki