Chyba nie kocham swojego dziecka.

Wiecie, że rzadko zdobywam się na jakiś dłuższy wpis blogowy, ale dzisiaj chyba muszę. Chcę nawiązać do dzisiejszej historii.

Bardzo często czytam wiadomości, w których kobiety z zawstydzeniem przyznają się, że mają ogromny problem z uczuciem do swoich dzieci. Zazwyczaj po wyrzuceniu z siebie wyznania, rezygnują z publikacji. Wstydzą się do tego przyznać, nawet anonimowo. Nawet przed sobą.

I nie chodzi mi tu o klasyczny baby blues, chyba, że jest taki który trwa do pełnoletniości dziecka.

Tak jak mówiłam, nie mam nic wspólnego z psychologią, więc to co teraz napiszę, to tylko moje przemyślenia.

Z każdej historii, którą czytałam wyłania się obraz nieszczęśliwej kobiety.

Nie alkoholiczki, która zostawia swoje dzieci na trzy dni i znika ze swoim nowo poznanym facetem.

Nie bezrobotnej narkomanki, która przećpała pieniądze z mopsu przeznaczone na mleko dla córeczki.

Nawet nie kobiety, której mąż wyciąga do niej ręce i wylicza każdą wydaną złotówkę.

Najczęściej są to kobiety, które straciły siebie. Wyobrażały sobie, że po urodzeniu dziecka wcześniej nieczuły mąż się zmieni.

Myślały, że może ta maleńka istotka go odmieni, że pokocha ją bezgranicznie jak nikt inny na świecie.

Układały sobie w głowie, jak będzie wyglądała ich pociecha, jaka będzie idealna.

Czasem nie układało im się w pracy i pomyślały, że na urlopie macierzyńskim "wkręcą" się w macierzyństwo. Skoro im nie wyszło, pokierują dzieckiem. Może chociaż odnajdą się w życiu domowym.

Kiedy nadchodzi zderzenie z rzeczywistością, przychodzą pierwsze rozczarowania. Mąż opija narodziny dziecka już czwarty dzień i jakoś wcale końca nie widać.

Dziecko cały czas płacze, ale przewińmy trochę do przodu, bo chciałam opowiedzieć o późniejszych uczuciach.

Zmęczenie i znudzenie - podejmujesz decyzję, że chcesz zostać z dzieckiem w domu. Nie wracasz do pracy, bo Twoje stanowisko zostało zredukowane, albo w chwili gdy zobaczyłaś dwie kreski odetchnęłaś z ulgą, że już nigdy nie będziesz musiała przekroczyć progu znienawidzonej firmy i oglądać twarzy szefa. Czasem ulegasz presji otoczenia i chcesz być przykładną matką. Wyobrażałaś sobie słodkie spacerki, kochanego malucha, rodzinne weekendy i takie tam. A tym czasem wstajesz rano i czujesz jakbyś zmartwychwstała. Trochę nudzi Cię codzienność. Śniadanie,spacerek, usypianie, odpowiadanie sto razy na to samo pytanie, tłumaczenie, że nie wolno jeść piachu ani głaskać osy, odkurzanie, wieczny bałagan. Generalnie cała ta syzyfowa praca przyprawia Cię o mdłości.

Zrezygnowałaś ze swoich marzeń, straciłaś dawnych przyjaciół, czujesz się okropnie samotna. Brakuje Ci przyjaciółki, która nie gada o kupach. Dziecko non stop czegoś chce i nie jest wcale takie jak sobie wyobrażałaś. Krzyczy, piszczy i buzia mu się nie zamyka, a do tego nie jest słodkim maluchem tylko małym zakapiorem.

Mąż w optymistycznej wersji stara Ci się pomagać, ale całe dnie pracuje, ktoś musi. A Ty powoli rozważasz czy nie załapać się do kopania rowów, może tam odetchniesz. Zaczynasz obwiniać dziecko.

Starasz się znaleźć pasję, żeby nie zwariować. Jedna, druga, dziesiąta i nic. Nie masz motywacji, nie potrafisz zebrać myśli w wiecznym zgiełku - wina dziecka.

Praca zawodowa - wracasz do pracy. Najpierw masz trochę wyrzuty sumienia, albo i nie, nie każdy musi je mieć. Chcesz mieć swój grosz, czuć się niezależną kobietą, generalnie łapiesz wiatr w żagle. Doceniasz szefa, stertę papierów, masę zadań. W końcu robisz coś dla dorosłych, spotykasz się z ludźmi, którzy podobnie jak Ty wychodzą na kawę i palą fajki (no ok, mogą nie palić). Masz przerwy, po pracy robisz zakupy, bez uczepionego Twojej nogawki bąbla, który chce to i tamto. I jeszcze to. Odbierasz delikwenta z przedszkola, stęskniony rzuca Ci się na szyję, opowiada co ciekawego robił. Jest miło. Przekręcasz klucz, otwierasz drzwi w akompaniamencie lawiny pytań dziecka i zaliczasz zjazd emocjonalny. Wracasz z pracy do pracy. W zlewie gary, znowu ten sam bałagan, ta sama rutyna, ten sam mąż, który zamiast z Tobą pogadać wciska nos w laptopa. Dziecko po raz setny chce pograć w Piotrusia, a Ty nie masz siły. Zaczynasz się zastanawiać jak by się potoczyło Twoje życie, gdybyś zdecydowała się zostać singielką i zamiast męża miała dwa koty. Całkiem przyjemna wizja co?

Dziecko zaczyna chorować, bierzesz urlop, bo jego praca jest ważniejsza. Taka rola matki. Tęsknisz za swoim biurkiem, za obowiązkami, papierosem za winklem. Czujesz się jak więzień własnego życia. Zaczynasz obwiniać dziecko.

Kiedyś pewien znajomy powiedział mi tak:
"Komu sądy oddają dzieci? Matkom. A wiesz dlaczego? Bo opieka nad dziećmi to wasz obowiązek" - możecie mi wierzyć, że to była nasza ostatnia rozmowa

Brak uczuć - Może pracujesz zawodowo, może nie - to mało ważne. Jesteś kobietą i potrzebujesz uczuć. Potrzebujesz odetchnąć, iść na randkę, kupić nową sukienkę i usłyszeć, że jesteś piękna. Od tak a nie dlatego, że mąż ma wobec Ciebie niecne plany na dzisiejszy wieczór, bo jutro wychodzi z kolegami na piwo. Należy mu się odrobina wolności i odpoczynku - tak mówi.
A Tobie? Tobie też się należy! Też chcesz wyjść z domu, zapomnieć o wszystkich problemach, ale nie potrafisz. Może nie masz z kim? Nie ważne, zaczynasz obwiniać dziecko.

Nie wszystkie kobiety, mają rozwinięty instynkt macierzyński i nie powinny być za to palone na stosie, ale nie powinny też ulegać presji otoczenia.

Piszą do mnie matki, które się pogubiły. Obwiniają dzieci za swoje niepowodzenia i rozczarowania. Dziewczyny... to nie wina dzieci. Jesteście zmęczone, samotne w swoich związkach, rozczarowane - macie prawo. Dajcie sobie czas. Porozmawiajcie z partnerami, że brakuje Wam wsparcia, czasu tylko we dwoje. Te dzieci kiedyś podrosną i odejdą. Kiepsko będzie jeśli na stare lata zostaniesz z człowiekiem, którego szczerze nienawidzisz. Nie jesteście złymi matkami, dbacie o te maluchy, dajecie im siebie.Postarajcie się jeszcze chwilę. Jeszcze kilka lat - zleci ;) Obie dobrze wiemy, że możemy planować ucieczkę z domu dwadzieścia razy dziennie, ale gdyby ktoś ruszył Twoje dziecko, gdyby ktoś zrobił mu krzywdę, zabiłabyś gołymi rękami. I nie myśl więcej, że dziecko nie zauważyłoby, gdyby Ciebie zabrakło!

Możesz myśleć, że wkurza Cię ten gnojek, że gówniara doprowadza Cię do szewskiej pasji, ale to tylko myśli spokojnie. Nie musisz się tłumaczyć ze swoich emocji. Zdarza się najlepszym.

Nie obwiniaj więcej swojego dziecka, tylko inwestuj w siebie. Rozwijaj się. Dawaj dziecku przykład zamiast dobrych rad. Bo dać dobrą radę jest prościej niż dać przykład. Za wszelką cenę spełniaj swoje marzenia. Kosztem nieprzespanych nocy, zmęczenia. Jeśli mąż Cię nie wspiera znajdź w sobie siłę i sama się motywuj. Kiedyś któraś z Was napisała mi, nie odkładaj siebie na później. Wzięłam sobie to do serca.

Ja też prawie co weekend uciekam z domu do szkoły i otwarcie przyznaje się, że mam dosyć krzyków i wrzasków.
Kiedy piszę ten tekst (napisałam go wczoraj), oglądam Binga i co chwilę słyszę mamaaaa,mamaaaa.
Powoli odliczam czas do wieczora i marzę o winie.
Pęka mi głowa.
Czasem też zastanawiam się co by było gdyby, jestem tylko człowiekiem.
Wiecie, że czasem zastanawiam się, co bym spakowała do plecaka, gdybym miała jednak uciekać? ;)
Damy radę dziewuchy :)
Wkurzona żona jest moim wentylem bezpieczeństwa, wszystkie te durne obrazki, nie zawsze mądre teksty, ale najważniejszym jej składnikiem jesteście Wy i dziękuje Wam za to. Poszukajcie swojego, nie będzie łatwo. Ja szukałam go siedem lat.





Komentarze

  1. Zaczynając studia miałam wspaniały plan na życie- praca, kariera, pieniądze, podróże i szeroko pojęta niezależność. A później zaszłam w ciążę, wyszłam za mąż ('bo jak to tak, panna z dzieckiem?')i żegnajcie marzenia, witaj prozo życia.
    Może jestem przewrażliwiona, może reaguję przesadnie, ale mam dość. Dziecko, które jest niegrzeczne i uparte ('ale, to tylko dziecko, więc przecież może'). Wiecznie nieobecny mąż, który zamiast wspierać ma pretensje. Przerwane studia, brak pracy i to wrażenie, że jest się w jakimś dniu świstaka, który w przeciwieństwie do filmowego nigdy się nie skończy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie moje dwie małpki i mąż orangutan śpią a ja pije lampkę wina o czytam ten super wpis!! Cholernie chce mi się spać ale ta cisza w domu działa jak adrenalina :P aż szkoda zamykac oczy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham twoje wpisy jakbyś mi czytała w myślach. Maleńka jesteś wielka ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Momentami az mi sie płakać chcialo jak to czytałam.... bo to takie prawdziwe:( mam to samo co pani wyżej kiedy wieczorem wszyscy śpią to ja mimo iz jestem zmęczona to tak naprawdę budze sie do życia ��ta cisza to dla mnie adrenalina:) dziękuję ci bardzo za ten wpis...daje do myślenia naprawde... warto czasem zrobic cos dla siebie kobietki;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając ten wpis jakbym czytała o sobie.Chciałabym zostawić to wszystko w diabły. Tylko nie mam gdzie uciec.I ta ssamotność- brak choć jednej przyjaciółki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo niestety. A boje sie przed kims otworzyc, bo ta osoba pomysli, ze jestem zla matka. Mam na mysli "kolezanke". Wszystko w sobie tlumie, ze czasami mam ochote rozbiec sie I walnac glowa w sciane. Samotnosc-nigdy nie spodziewalam sie, ze to mnie spotka. Mimi, iz mam faceta. Nie ma to jak pigadac z " baba".

      Usuń
  6. Tak właśnie ta cisza ��w końcu nadeszła ... i mogłam spokojnie przeczytać wpis��dokładnie mam tak samo. Moja motywacja np jest to że sobie tumacze ze nie ja pierwsza i nie ostatnia mam dwójkę dzieci i męża który nie pomaga.a nie które kobiety mają więcej dzieci i sobie radzą. To ja sobie nie poradzę muszę ! I głowa do góry ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja tego potrzebowałam...Dziękuję :)Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz.. Ja z ojcem dzieci nie mam kontaktu.. Ale to jaka presja na nas markach spoczywa jest tragiczna. Obiad mi się cofa na sweet focie szczęśliwych mam. Czasem siebie nienawidzę za to w jaki sposób wygląda moje życie, jestem zmeczona, zawiedziona. Chciałabym tak bez zobowiązań po prostu wyjść z domu, nie wsciekac się na bałagan i bunt.. Zrobić cos dla siebie i odetchnąć... Nie wyobrażam sobie tez życia bez dzieci ale czuje się jak bym była między młotem a kowadłem. Dziękuje za uwagę..

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jakby ' kamień spadł mi z serca ' ze jednak jestem normalna, ze te moje chore przemyślenia czasami to nic złego . Czekam az synuś bedzie starszy i pomysłów na siebie mam wiele ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta cisza kiedy Twoj mąż lezy obrazony,w podziece za to ze zalatwilas cos za nie go a on jak zwykle zamiast podziękować musial dowalic Ci jeszcze glupim tekstem... Ehhh szkoda slow i nerwów. Ja mam 3 dzieciakow corcia 7 lat i 2 z pierwszego malzenstwa 13 i 14 lat.(mieszkaja z nami bo mamusia wolala wol wolność),czasem mam serdecznie dosc tej mojej calej trojcy i czesto ich nie lubie! Bo dla nich siedze w domu,jestem uwiązaną. Szukam pracy,ale ciezko kiedy nie ma sie bliskich zeby popilnowal w razie naglej choroby... . Czasem szlak mnie trafia,bo w wieku 29 lat jestem kura domową,brak przyjaciół bo na nic nie mam czasu,ale kocham ich i zaczynam sie uczyc robic cos dla siebie,wyjsc na rolki SAMA!:) pobiegac ... Oddychac sama za siebie i dla siebie!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Da się to przeżyć...Najwazniejsze żeby nie zapomnieć o sobie. Sama to kiedyś przerabialam....rzucilam wszystko dla dziecka którego bardzo zapragnęłam.... studia,prace. Mąż z karierą pomagał ale i tak nie był w stanie...Kiedys zrobiłam rewolucję w swoim życiu skończyłam studia zaocznie. Syn był wtedy w przedszkolu i założyłam własny biznes. Było bardzo ciężko pracowałam po 12 14 godz o mało nie rozpadło się moje małżeństwo.Bo faceci są egoistami i lubią dominować. Teraz mam własną firmę swoje zycie syna 17letniego ktory tez zaczyna mieć własne życie....Nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Teraz nie miałabym nic.Grunt to nie poddawać się. Świąt nie zawali się kiedy wyjdziesz z domu. Przerabialam to....bylo ciężko ale warto. Moje małżeństwo Na pewno na tym straciło ale wiele uzyskałam....siebie. Rozwijam się każdego dnia, szkole się i zarabiam pieniądze które tez dają możliwości. Dlatego dbajcie o siebie bo to Wy jesteście najważniejsze.... szczesliwa matka to szczęśliwe dzieci szczęśliwa żona to szcz. Mąż itd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dobrze napisane.

      Usuń
    2. Dokładnie tak. A i mąż doceni ten dreszczyk, że odzyskał żonę o którą trzeba się starać :)

      Usuń
  12. A ja jakos nie rozumiem tego... U mnie calkowicie na odwrot. Prace fizyczna lubilam bardzo i smutno bylo jak lekarz kazal isc na zwolnienie bo za ciezko musialam w niej nosic. Caly okres oczekiwania byl piekny.. W koncu zrobilam prawko i skonczylam pierwszy semestr studiow i urodzilam dziecko. Juz 3 dni po porodzie bylam na egzaminie i nie przerywalam studiow ani na moment, a dziecko biore zawsze ze soba na uczelnie i niezle mi idzie. Dodatkowo zapisalam nas na zajecia dla niemowlat i na wszystko mamy czas. Ja sie nigdy w calym moim zyciu nie czulam tak szczesciwa jak od momentu, gdy moje dziecko przyszlo na swiat, od wtedy nawet nigdy nie plakalam. Czuje sie jak w bajce i zarowno moje dziecko jak i maz sa chyba moim najwiekszym marzeniem. Szanuje, ze kazda kobieta ma swoje priorytety i marzenia, ale ja osobiscie nie jestem w stanie tego rozumiec, ze majac swoja wlasna rodzine mozna marzyc o winie czy spotkaniu z kolezankami? Pozdrawiam i zycze wszystkim milego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten konkretny tekst był napisany w odniesieniu do historii kobiet, które myślą, że nie kochają swojego dziecka. Widzisz, masz wsparcie męża - uwierz mi, że to bardzo wiele. Masz marzenia, rozwijasz się :) Ja też mam dużo zajęć, ale podjęłam decyzję, że zostaję w domu ze względu na chorobę córki, nic poważnego, ale żaden pracodawca by tego nie zniósł. I tak zwyczajnie, po ludzku, po całym dniu jestem zmęczona, chcę pogadać z kimś fajnym, zrobić coś dla siebie, pracować nad sobą - w dzień niestety nie mam czasu.

      Usuń
    2. Wróć do tego tekstu za dwa, trzy lata. Z wpisu wnioskuję, że jesteś mamą niemowlaka... wtedy ja też tak myślałam...

      Usuń
  13. Ja dziewczyny mam dziecko ktore ciagle jest niezadowolone. Bajki pomagaja na moment. Zrezygnowalam z pracy. Brakowalo mi pracy. Mkeszkam za granica. Nie mam przyjaciolki i czulam sie samotna. Zostalo kilka kg po ciazy. I wiecie co. Jestem wymeczona. Ale schudlam. Pracuje nad otwarciem wlasnej dzialalnosci. Regularnie gole nogi. Kasy brakuje i na opiekunke nie mamy, ale mam wspanialego partneta. Bierzemy dziecko do auta, i przed siebie. To nie sa wczasy na majorce z drinkami ale jestesmy szczesliwi bo mamy siebie. Najbardziej zal mi kobiet ktore nie maja wsparcia mezczyzny... ja po porodzie sie czulam jakby wraz z przyjsciem dziecka na swiat ktos mnie wykasowal i polaczyl z niemowlakiem... to byla moja wina! Trzeba ruszyc tylek za przeproszeniem. Nic sie samo nie zrobi. Maz ma zalatwic prace i jeszcze za nas do niej chodzic? Da sie. Nie wiem jak w wieksza iloscia dzieci. Ja swoje kocham i nie obwinialam jej nigdy o nic, nawet gdy bylo ciezko, ale wiecej na razie nie chce nosic, rodzic i wychowywac. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham swoje dzieciaki nad życie i rzeczywiście gdyby ktoś je skrzywdził - zabiłabym gołymi rękami.
    Jestem zmęczona jak jasna cholera. Syn jest niepełnosprawny. Z mężem nie układa się nam najlepiej.
    trzy-m.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki