Jak wygląda mój dzień w pracy.

Jest kilkanaście naprawdę super tekstów o tym, że kobiety zalewa krew i szlag jasny trafia, kiedy słyszą stwierdzenie: A czym Ty jesteś taka zmęczona? Siedzeniem w domu?
Mimo wszystko czuję ogromną potrzebę napisania swojego, bo ostatnio nóż w kieszeni otworzył mi się z taką prędkością, że krwiobiegiem dotarł do mózgu i okropnie mnie uwiera.

Pracuję w spółce z.o.o. Nikt nie bierze odpowiedzialności za moje zdrowie psychiczne ;)

Moja praca zaczyna się ok 7 rano. Chociaż z tym bywa różnie. Mój młodszy szef zazwyczaj budzi mnie postukiwaniem palcem wskazującym w czoło - jeśli ma dobry dzień, bo kiedy ma gorszy krzyczy mi w ucho WSTAAAAWAAAJJJ i rzuca się na mnie jak głodny na frytki.
Chwile później przychodzi starszy szef, żeby pomóc młodszemu.

Później robię im śniadanie, bo przecież każdy szef musi mieć siłę.
Moi szefowie lubią mnie zaskakiwać. Czasem chcą napić się herbaty i zjeść jajecznicę na maśle, ale w ostatniej chwili, najczęściej kiedy mają swój zestaw przed nosem, chcą żebym wykazała się ogromną cierpliwością i sztuką negocjacji, ponieważ zaczynają krzyczeć i płakać, bo oni jednak chcą kakao i kanapki.
Przy okazji sprawdzają moją umiejętność zapamiętywania, który talerz jest czyj. Jeśli pomylę kubki, mam po premii.

Później, moi szefowie udają się na spotkanie w swoim pokoju. Nie wiem co tam robią, bo wolę im nie przerywać. Zresztą, kto to widział, żeby przerywać narady na szczycie. Takie spotkanie nie trwa długo, ale daje mi możliwość wyboru jednego z piętnastu zadań do odhaczenia na liście.

Ostatecznie wybieram rozwiązanie kreatywne i postanawiam pracować w artystycznym nieładzie. Lata praktyk nauczyły mnie, że jeśli sprzątnę pieprznik przed północą lub zapowiedzianą tydzień wcześniej wizytą delegacji z dorosłego świata dodaję sobie bezsensownych zadań. Moim szefom takie rozwiązanie odpowiada. Widocznie w głębi duszy też są artystami.

Czas usiąść do pracy, bo przecież sama chciałam dołożyć sobie obowiązków, to teraz mam. Oprócz satysfakcji, zdobywam też dzięki moim szefom kilka nieocenionych umiejętności.
Podzielność uwagi, umiejętność skupienia się na powierzonych zadaniach i pracy w stresujących warunkach. Najważniejsza z nich to - nie pierdolnięcie tego wszystkiego w cholerę jasną i odłożenie na jutro - czyli dotrzymywanie terminów choćby się waliło i paliło.

Wracając do tematu - otwieram laptopa, mija jakieś dwadzieścia osiem sekund i zaliczam pierwszy przystanek. Szefowie chcą pić. Za chwile szefowie są głodni, chociaż przed chwilą darli się jakbym ich ze skóry obdzierała, że nie zjedzą nic a nic. Śpiewają piosenki, grają mi nad uchem na pianinku i takie tam. Piszę kilka zdań i łapię się, że w mailu służbowym wpisuję: Nie wiem zapytaj taty. Zamykam laptopa, ponieważ mój mózg sam już odtwarza melodię z pianinka.


Moi szefowie lubią spędzać aktywnie czas. Lubią jeździć na rowerze i hulajnodze. Lubią też po drodze się zmęczyć i oddać mi swoje pojazdy w opiekę. Oczywiście nie mam ze sobą taczki, więc zdobywam umiejętności tragarza. Trochę też przy okazji jestem fit. Zapomniałabym, znowu zdobywam umiejętność logistycznego myślenia. Just in time. Zawsze na czas chusteczki, zawsze na czas picie, zawsze na czas koszulka do włosów i banan. Cóż za oszczędność czasu i pieniędzy.

Wracamy do centrum dowodzenia. Szefowie chcą obiad. Zawsze nie taki, jaki akurat jest, ale widzą, że nadeszła godzina zero i jeśli mnie wkurzą trzasnę drzwiami i do końca życia nie znajdą człowieka z moimi umiejętnościami na moje stanowisko.

Dlatego zamykam się w łazience. Czasem na kibelku kończę maila służbowego. To też jakaś umiejętność no nie?

Zbliża się godzina powrotu Big Bossa. Big Boss denerwuje mnie jeszcze przed swoim powrotem. Ponieważ Big Boss jest zmęczony. Pewnie dzwonił do niego jakiś szef, pewnie ktoś go wkurzył, pewnie miał sporo pracy. Rozumiem Big Bossa, ale chciałabym, żeby Big Boss rozumiał mnie.

Najczęściej rozumie, ale najpierw małe Big Bosski muszę go trochę umęczyć i sprawdzić jakie nowe umiejętności zdobył.

Moi szefowie na szczęście, za co dziękuje Bogu z całego serca lubią spać w nocy. Zasypiają około dwudziestej i śpią jak kamienie. Zawsze, ale to zawsze daję za to na tacę.

Zbieram urywki swoich myśli i siadam do pracy. Mogłabym iść spać, ale marzenia same się nie spełnią co nie? Moi szefowie wkurzają mnie niemiłosiernie, ale kocham ich. Wpisze sobie kiedyś te wszystkie umiejętności w cv przysięgam. I teraz widzicie. Chciałam sobie ponarzekać, ale dzięki nim zdobyłam nową umiejętność - przekucia zmęczenia, stresu i chwilowej nie mocy w siłę napędową do działania.

Łatwo jest narzekać i iść spać. Najłatwiej! Robiłam tak milion razy i będę robić jeszcze nie raz i nie dwa.
Jeśli ktoś zamyka Wam drzwi i okna, zróbcie podkop pazurami. Ubłocone i przeczołgane stańcie na środku pokoju i powiedzcie tadam!

Nie wiem już sama o czym miał być ten wpis. Idę na spacer z szefami :)





Komentarze