Domowa rutyna to cichy morderca.

Jestem tą matką, która totalnie nie odnalazła się w siedzeniu w domu.

Wiem, że Ty też gdzieś tam jesteś i zaciskasz zęby ze złości. Chciałam Ci powiedzieć, że jestem z Tobą. Strasznie mnie wkurzają komentarze typu idź do fryzjera, wyjdź gdzieś sama, wyjedź z mężem na weekend.

Ciebie też? Nie musimy wnikać czy dlatego, że masz zawsze na co wydać pieniądze, czy że zwyczajnie nie możesz ze swojego indywidualnego powodu. Ważne, że się rozumiemy.

Mnie osobiście ta rutyna prawie zniszczyła. Siki, kupa, spacer, kupa, krzyki, rozlane siki, wrzaski, kupa, płacz, gotowanie, zmywanie, sprzątanie, bajzel, bajki, milion pytań, kupa. Stres, wyrzuty sumienia, ukrywanie emocji. Kupa.

Zaraz pewnie przeczytam, że są też dobre chwile. Pewnie, że są. Matki dorosłych dzieci powiedzą, że to minie i jeszcze zatęsknię za tym całym wariactwem. Możliwe, że tak, ale dzisiaj to zbyt daleka perspektywa.

Wiem, że są kobiety, które uwielbiają zajmować się domem, mają stalowe nerwy i to jest ich pasja i życiowa misja. Ja zdecydowanie nie zaliczam się do tej grupy, chociaż chciałam i starałam się.

Na szczęście odliczam dni do powrotu do pracy. Chociaż wiem, że będę musiała zacząć od zera. Chce się stęsknić za swoimi dziećmi i mieć poczucie, że robię coś, co mnie rozwija. Bo ja też jestem ważna. Nie umiem poświęcić całej siebie dla dzieci, bo boję się, że za kilka lat obudzę się z ręką po łokieć w nocniku. One odejdą a ja zostanę z niczym. Będą miały swoje życia a mi zostanie rozwiązywanie krzyżówek i poczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka oprócz wychowywania wnuków.

Jakimś cudem udało mi się, zmusić się do skończenia szkoły (dodatkowej), żeby nie marnować czasu na wychowawczym. Chciałam wykorzystać ten czas na totalne przemeblowanie swojego życia. Ostatkiem sił realizowałam też swoje marzenie i chyba to jakoś mnie ratowało.

Chciałabym, żeby moje dzieci wiedziały, że czasu się nie marnuje, o marzenia walczy a z życia korzysta. Jeśli moja córka powie mi kiedyś, że nie chce mieć dzieci bo zamierza zostać tybetańskim mnichem, nie powiem jej, że tak nie wypada i co ludzie o nas powiedzą. Jeśli powie mi, że chce wrócić do pracy, bo jeszcze chwila i skoczy z dachu, nie powiem jej, że wymyśla i da radę, bo kobiety od lat dawały.

Piszę to, bo już nie raz słyszałam, że takie kobiety jak ja, na tym etapie życia czują się gorsze. Bo muszą dać radę, bo nie chcą pokazać swojej słabości, bo otoczenie im mówi, że tak trzeba. Jeśli kiedyś jeszcze przyjdzie Ci do głowy, że jesteś słaba i nie dasz rady wiedz, że nie jesteś sama. Że gdzieś tam jest wkurzona żona, która potrafi wybuchnąć na środku pokoju jak atomówka i wydrzeć ryja, że tak brzydko powiem. Schować się w łazience i płakać. Przeklinać i zastanawiać się co by było gdyby. I ja wcale nie czuje się gorsza. Jestem jaka jestem i tyle :)

Komentarze

  1. Nie jestem sama? Super myślałam że tylko ja czuje się jak wrak człowieka i że tylko ja mam rutynę w życiu . Dziękuję! Zwykły artykuł a tak mnie podbudował

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie skonczylo sie na prawdziwej depresji...nie mogłam wstać z łózka a jak widziałam brudne gary to zaczynalam płakać. Darłam się na dzieci. W koncu przez rok brałam łagodne antydeoresanty. Bo jak sobie pomóc bez zmiany otoczenia? A to było niemozliwe.. tabsy bardzo mi pomogły. Teraz jest lepiej, zaraz idę do nowej pracy. Trzymajcie się!. I pamiętajcie ze kazdy jest inny, to porówywanie jest do bani.

      Usuń
  2. Niestety mi nie pomógł powrót do pracy. Jest jeszcze gorzej. Doszedł jeszcze bieg rano do przedszkola i do szkoły. Wstaję o 5, o 6 wychodzę z dziećmi z domu a wracamy o 18. Nie ma czasu na zabawę, uśmiechy. Tylko pęd nie wiem za czym. A kiedy nie widzą to płaczę, tak jak teraz kiedy to piszę. Mąż jast a jakoby go nie było. Coraz częściej myślę o rozwodzie....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki