Burza na fejsie



Po porannej bitwie z czasem udało mi się zapakować młodego do wózka i wyprowadzić córkę do zerówki. W drodze do domu pomyślałam sobie, że zrobię zakupy. Same zdrowe rzeczy oczywiście, bez których moje życie nie ma sensu czyli owoce dla dzieci a cukierki dla mnie.
Planuje zjeść je w ukryciu, więc się nie liczy.
No i idę już do kasy, kolajka jakby miał nastąpić koniec świata. Słyszę, ze dzwonią na ratunek, więc myśle sobie poczekam, popatrze w te kosze z pierdołami.
Obok mnie stała matka z dzieckiem na oko 5 lat. I to dziecko non stop zaglądało do wózka mojego młodego i chwaliło się kalafiorem, wiecie tym sławnym za naklejki. Wszystko by grało, ale młody ma etap wstydzenia się i za nic nie chciał rozmawiać z nowym kolegą a zwłaszcza z odległości kilku milimetrów.
Strasznie mnie to dziecko irytowało, ale chyba jeszcze bardziej ta matka, która była tak zajęta grzebaniem w tym koszu, że gdyby jej to dziecko ukradli to pewnie zobaczyłaby, że coś nie gra w optymistycznej wersji za jakiś kwadrans. Ja może się nie znam, ale zwróciłabym swojemu synkowi uwagę, gdyby zamęczał inne dziecko i to dziecko nie miałoby ochoty na rozmowy.
I teraz kończąc ten wywód. Małe nerwy mojego syna też mają swoje granice i wykrzyczał na cały sklep.
-Cholela no! A precz mi z tym kalafiorem!
Swoją drogą zupełnie nie wiem, kto nauczył go słowa precz. Bo cholela to wiem.


Komentarze