Plaster ciąg dalszy



Skoro podobał wam się tekst o Mirku i Stefanie, tak dla równowagi mogę napisać dajmy na to o Stasi i Basi. Znowu podkreślam, że nie mam nic do Stasi, tym bardziej do Basi i że nie należy brać tego tekstu na poważnie.
Dajmy na to, nasz porzucony Stefan też nie był taki święty i trochę hejtował żonę za plecami. Mówił, że ta jego Stasia to kiedyś była fajna laska, pół miasta się za nią oglądało, a teraz? Teraz to ona po tym ślubie całkiem się rozleniwiła. Chodzi w dresach, kupuje sernik na kilogramy, siedzi taka okruszona i obrażona przed serialem i wcale się nim nie interesuje.
Kiedyś to on był w jej oczach panisko! Pisała mu smsy na dobranoc i dzień dobry, mówiła jaki to on mądry i zaradny. Chwaliła się nim przed koleżankami. Nawet po piwo dla niego pojechała. Zimne. W środku nocy.
A teraz, jak on by ją poprosił, żeby ona mu po to piwo pojechała i to jeszcze w nocy, to by chyba w kosmosie słyszeli jak go na stare lata pogrzało.
Na dzieci też jakoś tak krzyczy, wymaga nie wiadomo czego, wydała ostatnią stówę na krem i teraz do końca miesiąca będą musieli jeść korniszony. A on siedzi w tej swojej robocie od rana do nocy, szef go wkurza, klimatyzacja dobija i jedyne czego pragnie to schabowy z ziemniakami i może jakiś mecz z kumplami.

No bo, o czym ma gadać z tą swoją Staśką, jak ledwo co wejdzie, jedyne na co może liczyć to oskarżycielskie spojrzenie numer pięć. Obiad? Jaki obiad. Jakaś tam zupa z wczoraj. Kotlety? Znowu kotlety? Serio? A może by tak poszukała w tym komputerze jakichś nowych przepisów? I tak ciągle tam dłubie. Dziećmi się zasłania cwaniara. Bajzel jaki był taki jest, a ona udaje, że zmęczona. Ona zmęczona? No czym, to on pracuje na rachunki, żyły sobie wypruwa, gnije w korkach, wstaje skoro świt, z szefem się użera i z tym głupim Mirkiem, fircykiem bez szkoły, co go po znajomości przyjęli.

I nasz Stefan zakłada sobie konto na portalu randkowym, żeby poczuć znów ten dreszczyk emocji, że komuś się oko szkli na jego widok a nie nóż w kieszeni otwiera. I poznaje tam fajną Basię, ona opowiada o swoim Mirku imprezowiczu, on o swojej Stasi krytykantce i tak to się zaczyna. Od słowa do słowa. Stefan trochę oszukuje, czasem doda Staśce jakąś wadę dla podkreślenia dramaturgii sytuacji, ale Baśka lepsza nie jest. I tak sobie wmawiają wzajemnie, że oni tacy źli wcale nie są, tylko życie ich pokarało takimi melepetami.

I Stefan wreszcie ma odskocznie od szarej codzienności, kogoś ślepo wpatrzonego w wizerunek jaki sobie zbudował. Ma Baśkę zawsze czekającą na niego z uśmiechem. Spotykają się od czasu do czasu, to takie ekscytujące, że motyle mają motyle w brzuchu i puszczają kolorowe bączki, że aż mdli, od tych motylich bączków. Baśka zamiast w wygodnych dresach i starych barchanach, które wyglądają jak spadochron dziadka Kazia z czasów okupacji, chodzi w koronkowych sznurkach i podwiązkach. Schudła nawet z tej miłości.
No i nagle klops. Wysypało się, mleko wykipiało, Staśka wie. I co teraz? Zaczynać wszystko od nowa? Wyprowadzać się? Właściwie to nie było tak źle, rozwód, ciąganie się po sądach, może trochę i krzyczała, ale przecież miała prawo… może wybaczy i będzie już tylko lepiej? Stasiek bije się w pierś. Staśka też się bije, ale z myślami czy wybaczyć.

A jak Stefan nie bije się w pierś, to wynajmuje mieszkanie i sprowadza sobie Baśkę. Jak jest pięknie, jak pachnie obiadem, jak ona się przed nim pręży i wygina. Przez miesiąc. Później to już nawet trochę nudne, bo ile można. Baśce zresztą też się nudzi, bo to nie to samo, co raz na tydzień w ukryciu. Baśka wyciąga z szafy dresy, bo przecież wygoda się liczy. Strzela fochy i na co to jemu wszystko było? Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

A do tego, to ona, ta Baśka jest fit. Karmi go sałatą i jarmużem, wyciska mleko z płatków owsianych i lepi kotlety z takiej śmiesznej fasoli. Sernik robi z soi (nie wiem czy się da). Stefan w chwilach zwątpienia zastanawia się czy Baśka nie chce go zabić. Trochę tęskni za wczorajszą pomidorową i odgrzewanym kotletem. Może gdyby na ten mecz razem wychodzili ze Staśką? Może gdyby po to piwo razem pojechali? Tak bez celu nad morze podrzucając dzieci teściowej? 
Może wtedy byłoby inaczej?



Komentarze